Nie planowałam przełomu. Chciałam po prostu wyjechać. Odciąć się. Pobyć sama. Wziąć kilka tygodni wolnego od wszystkiego: pracy, ludzi, oczekiwań.
Niektórzy powiedzieliby – ucieczka. Pewnie tak było. Uciekałam od bólu i wszystkich innych emocji, których nie chciałam czuć i nazwać.
Tajlandia wydawała się łatwa – piękne plaże, mango sticky rice i trochę słońca dla zmęczonej duszy.
Tylko że ten kraj nie umie być „trochę”. On nie odpuszcza. Prędzej czy później – konfrontuje Cię z Tobą samą.
Jeśli szukasz przewodnika po Sukhotai lub Ayutthaya – to nie jest właściwe miejsce.
Nie opowiem Ci o tym, co trzeba zobaczyć, gdzie iść, ile kosztuje wejściówka.
Nie będzie listy świątyń, ani porównań „które ruiny są bardziej imponujące”. To nie ten tekst.
To opowieść o tym, co się czuje – gdy przestaje się patrzeć jak turysta, a zaczyna widzieć… sercem.
„Nie musisz znać drogi. Wystarczy, że chcesz ruszyć.”
Cheryl Strayed